Artykuły o XADO

Artykuły o Xado

Auto Świat

12 grudnia 2011

Automobilista

Test Automobilisty - Rewitalizanty w Bugatti - 11/2011

Preparaty XADO - Diesle zimą - 11/2011

Rewitalizanty firmy XADO - Test w gorącej Grecji - 10/2011

Rewitalizanty firmy XADO - Uderzenie kompleksowe - 09/2011

Rewitalizanty firmy XADO - test 4 - 01/2011

Rewitalizanty firmy XADO - test 3 - 12/2010

Rewitalizatory firmy XADO - test 2 - 11/2010

Rewitalizatory firmy XADO - doświadczenia z drogi - 10/2010

Rewitalizanty firmy XADO - 09/2010

 

GT

Xado na forum - GT 01/2012

Jakość w cenie? - GT 12/2011

Wielka rewitalizacja - GT 11/2011

Xado inspekcja wewnętrzna - GT 10/2011

Xado w Internecie - GT 09/2011

Rewolucja Xado - GT 08/2011

 

Inne

AKT Caterpillar

Amata

Odessa

Ropażi

Tabela wymiarów kontrolnych

Test Toyota Yaris Verso Petrol engine

Test Saab 99 Turbo

 

Rajd Budapest-Bamako 2011na oleju Xado

Rajd Budapest-Bamako odbywa się od szeregu lat i prowadzi z Wegier, przez południe Europy, następnie przez Maroko, Saharę Zachodnią, Mauretanię, Senegal do stolicy Mali – Bamako. W sumie 10 tysięcy kilometrów po autostradach, drogach asfaltowych, szutrowych, przez brody, piaski, parki narodowe, plaże na wybrzeżu Atlantyku i bezdroża. Jest to rajd przygodowy, w którym udział biorą wszelkiego rodzaju pojazdy, poczynając od specjalnie przygotowanych samochodów 4x4, takich samych jak w rajdzie „Dakar”, a kończąc na leciwych maluchach, Renault 4, Land Roverach a nawet wózkach z napędem spalinowym Velorex!

Rajd zawsze startuje z Budapesztu w połowie stycznia i po około dwóch tygodniach dociera do Bamako. W tym czasie przekracza się wszystkie strefy klimatyczne, gdyż w Europie zwykle panują temperatury ujemne, przekraczając Atlas przejeżdża się strefę śniegu, a następnie robi się coraz cieplej, aż do +38 C w Mali!

W 2010 roku pojechałem na ten rajd 39-letnim Land Roverem Santana Cazorla 6-cil z 6-cylindrowym wolnossącym silnikiem diesla. Samochód sprawował się bez zarzutu. Jednakże ten model charakteryzuje się tym że zimą jest w nim zawsze zimno, latem gorąco, a hałas jest taki, że nie słychać własnych myśli. Zużycie paliwa na poziomie około 10 ltr/100 km.

Na rajd w 2011 roku postanowiłem pojechać pojazdem o zdecydowanie wyższym komforcie jazdy, który będzie też tańszy w eksploatacji. W kwietniu 2011 zakupiłem Renault Clio 1,2 RN (silnik benzynowy, z gaźnikiem) z 1991 roku, za całe 400 zł. Samochód nie miał co prawda hamulców, ale się rozpędzał. Przez kilka miesięcy eksploatacji wymieniłem wygnity próg, gumę na tylnej belce, cieknącą pompę paliwa, jeden sworzeń, wydech, świece i przewody wysokiego napięcia, oczywiście oleje i filtry. W momencie zakupu samochód miał prawie 200 000 km przebiegu. W tym czasie mieszkałem w Belgii i kilkukrotnie pokonywałem trasę Belgia – Polska, gdzie samochód zużywał około 1,5 ltr oleju na 2000 km (tam i z powrotem). W trakcie jednej z podróży zepsuł się alternator, który udało się w Polsce naprawić. Nie chciałem za dużo inwestować w ten samochód, gdyż miał służyć jako środek do przeżycia przygody na rajdzie, a nie jako docelowy pojazd do jazdy na co dzień. Założyłem, że gdyby się zepsuł gdzieś na trasie a naprawa okazałaby się niemożliwa lub zbyt kosztowna, porzuciłbym go na trasie i przesiadł do kogoś innego. Renault miało pokonać trasę tylko do Bamako. W sumie koszt napraw do momentu startu wyniósł mnie około 1200 zł. Samochód okazał się nadzwyczaj dzielnym i zaskakująco sprawnym pojazdem. Zużycie paliwa wynosiło około 6 ltr/100 km.

Przed samym startem samochód został zalany olejem mineralnym Xado 15W-40 SL/CI4 z rewitalizantem. Bańkę tego oleju oraz zielony smar naprawczy Xado wziąłem ze sobą jako zestaw ratunkowy :-)

Podróż rozpocząłem z Wrocławia, przez Bielsko-Białą, Słowację dojechałem do Budapesztu na jeden dzień przed startem. W sumie około 700 kilometrów. Na miejscu sprawdziłem poziom oleju – wskazywał maksimum. Było to miłe zaskoczenie, gdyż jeżdżąc poprzednio na innym (tanim) oleju mineralnym na trasie tej długości musiałbym dolać około pół litra. Następnego dnia rano odbył się start z centrum Budapesztu. Meta pierwszego etapu w Genui, 1094 kilometry dalej. Po drodze zatrzymywałem się parę razy na stacjach benzynowych, żeby zatankować, coś zjeść oraz kupić winietę na drogi w Słowenii. Za każdym razem sprawdzałem poziom oleju – cały czas pokazywał maksimum. Przy okazji dało się odczuć poprawę dynamiki pojazdu – lepiej przyspieszał, oraz zdecydowanie cichszą pracę silnika. Zużycie paliwa na razie pozostało bez zmian. Następnego dnia przed startem sprawdziłem poziom oleju – cały czas maksimum. Poranny rozruch zimnego silnika – zaskoczył „od dotyku”, co przy niezbyt zadbanym (koszt zakupu 400 zł!) 20-letnim samochodzie z przebiegiem 226 tysięcy kilometrów jest bardzo miłym zaskoczeniem. Tego dnia rozpoczynał się 3-dniowy maraton. Meta tego etapu już w Maroku, u podnóża gór Atlas - prawie dwa i pół tysiąca kilometrów. Również ten etap Clio przejechało bez najmniejszej awarii i utrzymując maksymalny poziom oleju.

Przejazd przez Atlas, przekraczając wysokość 2000 m, następnie w kierunku wybrzeża Atlantyku do Sahary Zachodniej. Częściowo po drogach asfaltowych, szutrowych, a nawet całkowitymi bezdrożami, przez brody, w miejscach, gdzie droga została rozmyta przez deszcze. Renault zachowuje się cały czas wyśmienicie, a wręcz z dnia na dzień lepiej. Poziomu oleju nie sprawdzam już nawet codziennie. Po drodze spotykam inne samochody jadące w rajdzie. Niektórym załogom trzeba udzielać pomocy, gdyż mają wypadki. Inne muszą korzystać z pomocy serwisów. Przekraczam Zwrotnik Raka. Tak dojeżdżam do granicy z Mauretanią. Rajd rozbija się obozem na drodze prowadzącej do przejścia granicznego – dookoła pola minowe i lepiej nie zapuszczać się z dala od drogi. Przekroczenie granicy zajmuje w sumie 8 godzin. To norma na tej granicy. Około 16-tej można ruszyć dalej. Droga ma duże dziury, więc trzeba często hamować. Mój przyjaciel jadący Iveco Daily 4x4 stracił panowanie nad pojazdem. Jego samochód dachuje 3-krotnie przy prędkości 80-90 km/h. Zatrzymuję się i udzielam mu pomocy. Wzywam też pomoc medyczną rajdu. Przybywa po około godzinie i zabiera go do szpitala w Nouadhibou. Przybywa też kilka załóg biorących udział w rajdzie, które pomagają usunąć wrak samochodu z drogi. Przyjeżdża eskorta militarna wojsk mauretańskich – w Mauretanii zdarzały się ostatnio porwania turystów. Po paru godzinach pracy udaje się uruchomić Iveco. W ciemnościach nocy jedziemy na pustynny biwak otoczony kordonem wojska – ponad 70 kilometrów dalej. Tutaj dojeżdża też karetka rajdu z poszkodowanym kolegą – okazuje się, że szpital w Nouadhibou jest wyposażony gorzej niż lecznica weterynaryjna w kraju. Istnieje podejrzenie obrażeń wewnętrznych, więc trzeba natychmiast zawieźć pacjenta do Nouakchott, stolicy Mauretanii, gdzie jest szpital dysponujący tomografem. Natychmiast po przybyciu eskorty wojskowej ruszamy w 3 samochody dalej. Dopiero nad ranem dojeżdżamy do Nouakchott. Kolegę udaje się umieścić w National Hospital, który nie sprawia najlepszego wrażenia, ale lepszego nie ma. Około południa są wyniki badań – prawdopodobnie nie ma uszkodzeń wewnętrznych. Na miejscu został pozszywany i opatrzony. Razem jedziemy do hotelu rajdowego. Na szczęście dzisiaj jest dzień przerwy. W Nouakchott mogę znowu sprawdzić stan mojego Clio. Silnik bez zarzutu, stan oleju – maksimum. Wybrzuszyła się jedna opona, gdy wpadłem w dziurę. Ponadto przednie opony są zebrane od środka. Po wymianie sworznia nie była ustawiana zbieżność. Przekładam koła z przodu na tył, tylne na przód i zakładam koło zapasowe w miejsce wybrzuszonej gumy.

Następnego dnia rano startujemy już w 3-osobowym składzie. Na pokład Clio zabrałem kolegę oraz jego załogantkę, bo Iveco nie jest w stanie kontynuować podróży. Pomimo dodatkowego obciążenia autko żwawo jedzie dalej. Po drodze ratujemy z tarapatów kolejną załogę, która ma kłopoty z paliwem diesla – dajemy środek Jet Cleaner, który był na wyposażeniu Iveco. Samochód rusza dalej. Dzisiejszy etap prowadzi przez park narodowy Diawling. Ponad 100 kilometrów szutrowymi drogami do granicy z Senegalem. Kilkugodzinne oczekiwanie na granicy, zwyczajowy bakszysz dla przyspieszenia odprawy i jedziemy dalej. W ciemnościach nocy docieramy nad jezioro Lac Rose, koło Dakaru. Następnego dnia ruszamy do następnego Parku Narodowego Niokolo Koba, w pobliżu granicy z Gambią, przez który zresztą przepływa rzeka Gambia. Do hotelu położonego na wysokim brzegu rzeki docieramy w nocy, jadąc ostatnich kilka kilometrów off-roadem. Rano budzą nas krzyki małp buszujących w pobliżu. Sprawdzam olej – maksimum. Ruszamy do granicy z Mali. Na stacji benzynowej przed granicą miła niespodzianka – spalanie, nawet pomimo dodatkowego obciążenia i nie najlepszej jakości paliwa spadło do ok 5-5,5 ltr/100 km! Temperatura powietrza na zewnątrz od wjechania do Senegalu przekracza 30 stopni, a samochód ani razu nie zagrzał się. Moje spostrzeżenia potwierdza zresztą kolega z Wrocławia jadący Nissanem Patrolem z silnikiem 4.2 ltr, który za moją namową też jedzie na oleju Xado. Przez cały czas temperatura silnika stoi na 80°C! Drugi, bliźniaczy Patrol natomiast od pewnego czasu się przegrzewa. W Nouakchott sprawdzaliśmy poziom oleju w Nissanie jadącym na Xado – podobnie jak w Clio, cały czas utrzymuje się na maksymalnym poziomie. W Mauretanii dwie inne załogi jadące Toyotami z silnikami 4.2 ltr turbodiesel musiały wymieniać turbiny, gdyż te zatarły się. Oba pojazdy jechały na wysokiej jakości olejach innych firm, ale wysokie obciążenia i wysoka temperatura powietrza doprowadziły do zatarcia się turbin. Na szczęście części do Toyoty są dostępne na każdym kroku i na dodatek 4(!) razy tańsze. No i dostępne od ręki.

Do granicy z Mali dojeżdżamy dosyć wcześnie. Panuje tutaj totalny chaos. Po obu stronach drogi wielokilometrowe kolejki samochodów ciężarowych. Ludzie śpią na łóżkach rozłożonych pod samochodami. Środkiem nie ma jak przejechać, bo asfalt zamieniony jest w jedno wielkie targowisko i warsztat samochodowy. Znajdujemy przerwę między samochodami ciężarowymi i w ślad za samochodami terenowymi zjeżdżamy z wysokiej skarpy na położoną niżej drogę szutrową. Wzdłuż tej drogi stoją budy sklecone z desek i blachy falistej – restauracje, noclegownie, sklepy. Podnosząc tumany kurzu przebijamy się w kierunku posterunku granicznego. Tam tłum ludzi załatwiających papiery wjazdowe do Mali. Już po dwóch godzinach jazdy mamy załatwioną odprawę. Posterunek policji wbijający pieczątki wjazdowe do paszportów ma być dwa kilometry dalej. Przeciskamy się naszym małym Clio pomiędzy samochodami. Okazuje się, że za 2 kilometry jest tylko pobór opłat drogowych. Nie ma mowy o tym, żeby wracać się na granicę po brakujące pieczątki. Tym jednak nie przejmujemy się zbytnio – to przecież Afryka, poradzimy jakoś sobie.
Tego samego dnia w nocy docieramy do Bamako. Po 16 dniach podróży, 10 tysiącach kilometrów, wielu przygodach dotarliśmy do celu rajdu. Następnego dnia oficjalne przekroczenie mety. Pamiątkowe zdjęcia. Pod hotelem położonym w samym centrum Bamako, nad rzeką Niger, już zaczął się wielki doroczny targ – większość samochodów startujących w rajdzie pozostaje w Mali na zawsze. Cała operacja znalezienia kupca to swoisty afrykański ceremoniał, którego opisywał tutaj nie będę.

Moje Clio po 3 dniach targów zmieniło właściciela. Kupił je wielki, czarny jak smoła murzyn bez dwóch przednich zębów, za kwotę 900 000 CFA, co daje około 1500 euro. Po odliczeniu prowizji dla pośrednika i „opłat” pozwalających na bezproblemowe opuszczenie Mali samolotem pozostaje 1300 euro. Sprzedając samochód zapewniam nowego właściciela, że samochód przebył całą trasę bezawaryjnie i nie trzeba było dolewać ani kropli oleju. Potwierdzam to prezentując bagnet, na którym poziom oleju wskazuje cały czas maksimum.

Podsumowując cały wyjazd i doświadczenia z olejami Xado:

Wrażenia z jazdy jak najbardziej pozytywne. Wyciszenie pracy silnika. Całkowite ustanie zużycia oleju. Podniesienie dynamiki pracy. Zmniejszenie zużycia paliwa. Utrzymywanie stałej temperatury silnika we wszystkich warunkach pogodowych (od -8°C w Europie do +38°C w Bamako!).
Przed wyjazdem nie sprawdzałem składu spalin ani nie mierzyłem ciśnienia sprężania, tego typu pomiary nie były dokonywane też na miejscu w Bamako. Podobne wrażenia z jazdy na oleju Xado ma kolega jadący Nissanem Patrolem.

Ten sam olej (15W-40 SL/CI4) już został wlany do mojego samochodu Daihatsu Rocky z 1998 roku z silnikiem 2,8 turbodiesel, przy przebiegu 218 000 km. Żele rewitalizacyjne zostały dodane do skrzyni biegów i reduktora/skrzyni rozdzielczej. Już po przejechaniu 100 kilometrów dało się odczuć wyciszenie pracy silnika oraz układu przeniesienia napędu. Samochód zyskał też na dynamice. Rewitalizant w żelu został dodany do układu wspomagania kierownicy. W najbliższym czasie wymieniony zostanie też płyn chłodniczy oraz hamulcowy, oba na odpowiednie produkty Xado, a do przegubów kulowych smar Xado do przegubów homokinetycznych (fioletowy). Zastosowany został też rewitalizant w spray'u do układu paliwowego i zasilania (bezpośrednio do zbiornika przed tankowaniem).
Olej silnikowy Xado (15W-40 SL/CI4) zastosowany zostanie też w moim Land Roverze Series III z 1984 r. z gaźnikowym silnikiem benzynowym 2,25 ltr. Do skrzyni rozdzielczej, skrzyni biegów i mostów zastosowany zostanie olej Xado 85W-140 GL 5 LSD, a do przegubów kulowych smar Xado do przegubów homokinetycznych (fioletowy). Również płyny hamulcowy i chłodniczy zostaną wymienione na produkty Xado.
Oleje, płyny i smary Xado (te same jak opisane powyżej) zostały zastosowane w dwóch samochodach Mitsubishi Pajero 2.8 TD (1995 i 1996 rok produkcji), które będą eksploatowane głównie w Afryce i Azji podczas rajdów przygodowych. Samochody przeznaczone są na wynajem, więc można się spodziewać raczej ciężkich warunków eksploatacji. Przebieg obydwu samochodów w momencie zastosowania produktów Xado powyżej 300 000 km.
Oleje Xado zamówione zostały też przez mojego kolegę do samochodu zabytkowego Land Rover Santana Cazorla z 1971 roku z silnikiem diesla 3,5 ltr (olej do silnika 15W-40 SL/CI4 oraz olej do skrzyni biegów, rozdzielczej i mostów 85W-140 GL 5 LSD).
O wrażeniach z eksploatacji tymi samochodami będę informował na bieżąco.


Autor: Arkadiusz Pawełek

 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl